Dariusz Witold Kulczyński, art. w "Nowy Kurier", wyd. polonii kanadyjskiej w Kanadzie

 

Nie tylko piłka nożna... czyli o "Reytanie" raz jeszcze

 

Kiedyś mieliśmy liczącą się w świecie piłkę nożną, a Drużyna Kazimierza Górskiego zadziwiła w Niemczech świat, a także wdzięcznych rodaków. Było to bardzo ważne w okresie, w którym bycie obywatelem Polski Ludowej nie należało do przyjemności. Ale przynajmniej poziom oświaty nie był w Polsce w latach siedemdziesiątych zły. Istniały w Warszawie (i oczywiście w innych miastach) doskonałe szkoły takie jak Liceum im. Tadeusza Reytana, o którym pisaliśmy obszernie na łamach "Nowego Kuriera". Pod koniec lat osiemdziesiątych nadal słyszałem o dzieciach przybyłych z Polski, które przeskakiwały 2 - 3 klasy do przodu, w szkolnictwie ontaryjskim. Dlatego nie mogłem zrozumieć tego "bicia na alarm" wielu polskich polityków co do rzekomo katastrofalnego stanu polskiego .szkolnictwa. Bardziej bolał mnie kryzys polskiego futbolu... Podczas .jednej z wizyt w kraju dowiedziałem się od mojego wuja, Dra Fizyki Ryszarda Gokieli, że całą trójkę swoich dzieci posłał do szkoły prywatnej. "Dlaczego nie do Reytana?" - zapytałem zdziwiony, posądzając go o tzw. "burżuazyjne rozbestwienie". Wuj Ryszard sam Reytana kończył i mnie do niego posłał mówiąc: "Jak kończyć szkołę, to dobrą". Więc dlaczego? Odpowiedź brzmiała, że "Reytan ma obecnie złą sławę". W 1994 roku chciałem się spotkać z kimś z mojego dawnego liceum i podarować im do biblioteki pracę zbiorową pt. "Obrona Polski Dziś i Jutro" pod redakcją Prof. Andrzeja Targowskiego, z przedmową Min. Obrony Narodowej Janusza Onyszkiewicza i m. inn. moim rozdziałem o NATO. Wszystkie wymienione osoby to absolwenci Reytana. Powiedziałem to przez telefon szkolnej sekretarce, ale była dość opryskliwa i wcale nie zainteresowana książką, którą chciałem podarować bibliotece. Ostatniej jesieni zostawiłem u dozorcy kilka numerów N.K. i kopii innych publikacji dawnych "Reytaniaków" aby przekazał to do "sali tradycji" jaka kiedyś istniała w Liceum Reytana. Było to w niedzielę, w wymazanym farbami ("graffitti") budynku szkolnym nikogo poza dozorcą nie było. Hall wydawał mi się jakiś brudny, jedynie kopia obrazu Matejki "Reytan" nie zmieniła się... Pomimo, że zostawiłem swój adres, nikt się ze mną nie skontaktował. Kilka dni temu otrzymałem list od p. Jadwigi Świąteckiej, wdowy po moim profesorze od Polskiego, którego wspomnienia o Liceum Reytana ukazały się dzięki uprzejmości Red. Jolanty Kowalewskiej-Cabaj na łamach "Kuriera". Teraz było już dla mnie jasne, że stało się coś niewyobrażalnego... Reytan zszedł na tzw. "psy". Nie tylko polską piłkę nożną trafił szlag, trafił i moje ukochane liceum! Kiedy odeszli profesorowie urodzeni przed wojną, a zwłaszcza śp. Dyrektor St. Wojcicchowski, szkoła przeszła w ręce "młodych", wykształconych i wychowanych w Polsce Ludowej! Zamiast dbać o poziom tego wspaniałego liceum o prawie stuletniej tradycji, zrobili w Reytanie przysłowiowy "SYF". Czy nasze liceum da się uratować? Ministerstwo Oświaty, czy jak się teraz mówi Edukacji Narodowej mogłoby się do tego przyczynić wymieniając Dyrekcję na osoby utalentowane i rzutkie oraz przyznając fundusze na zatrudnienie odpowiedniej kadry pedagogicznej. Trzeba angażować nauczycieli z talentem i odpowiednim wykształceniem.

Tylko taka zdecydowana akcja mogłaby przywrócić dawną świetność szkole, która w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych była uważana za jedną z najlepszych w Warszawie, a może i w Polsce. Wydaje mi się jednak, że będzie to równie trudne jak doprowadzenie naszej piłki nożnej do stanu, w którym pamiętający Drużynę Górskiego "baby boomers" będą mogli znowu być z niej dumni... Na koniec przytoczę list Pani Jadwigi Świąteckiej, który opisuje szczegółowo smutny 1os niegdyś świetnej szkoły Reytana...

 Dariusz Witold Kulczyński

 

 [...serdecznie dziękuję za przysłane mi (w dwóch partiach) numery kanadyjsko-polskiego Kuriera. Z całą przyjemnością oddaję się lekturze ogłoszonych w nim artykułów nie tylko dotyczących Reytana i nie tylko autorstwa Pana. Niestety, stosunki w Szkole zmieniły się na gorsze. Jak poinformował mnie Pan Jerzy Ratajczyk [nauczyciel fizyki - przyp. D.W.K.] (który już przeszedł na emeryturę), "Rejtan", w ogólnej klasyfikacji szkół warszawskich z pierwszego niegdyś miejsca spadł gdzieś na bliskie ostatnich. Izba Pamięci została zlikwidowana jeszcze za życia mojego męża [zm. 1 lipca. 1994 - przyp. D.W.K.]. Sala była potrzebna na pracownię lekcyjną. Eksponaty zostały zdeponowane w jakimś pomieszczeniu zastępczym. Mój mąż, gdy próbował interweniować w tej sprawie, został ostro zmonitowany, że wtrąca się w nie swoje rzeczy przez młodą nauczycielkę historii - opiekunkę z urzędu tej Izby. Co się stało z numerem Kuriera przekazanym przez Pana w listopadzie '97, nic nie wiem. Moje kontakty ze szkołą są bardzo ograniczone. Książka mojego męża o "Rejtanie" nie ukazała się jeszcze. Miałam ambicje wydać ją własnym kosztem, ale na razie okazało się to niemożliwe. Nie zrezygnowałam jednak z zamiaru. Muszę czekać na lepszą koniunkturę. Jeszcze raz dziękuję za przesyłkę. Łączę serdeczne pozdrowienia i życzenia wielu sukcesów we wszystkich licznych dziedzinach pracy, które Państwo podejmują.

P.S. Zacytowany w Pana artykule wiersz zaczynający się od słów "'Między nami nic nie było" autorstwa Adama Asnyka (w artykule napisałem: do słów chyba Mickiewicza - przyp. D.W.K.)

 

Między nami nic nie było

Żadnych zwierzeń,

wyznań żadnych

Nic nas z sobą nie łączyło

prócz wiosennych marzeń zdradnych.

 

Prócz tych woni

barw i blasków

Unoszących się w przestrzeni,

Prócz szumiących śpiewem lasków

Prócz tej świeżej łąk zieleni.

 

Prócz tych kaskad i potoków

Zraszających każdy parów,

Prócz girlandy tęcz, obłoków

Prócz natury słodkich czarów.

 

Prócz tych wspólnych jasnych zdrojów,

Z których serce zachwyt piło,

Prócz pierwiosnków i powojów

Między nami nic nie było.

 

 (cytuję Asnyka z pamięci, ale chyba bez błędów. Jadwiga Świątecka)


Powrót do: Strona główna

Opracował: W. Rylski