„Warszawskie Pożegnania” Nr 572, art. z Życia Warszawy Nr 96 z 25-26.04.1981 - Jerzy Kasprzycki, rys. Marian Stępień

 

Tu też był Rejtan

 

 

            Ani dostojny wiek, ani głębia wiedzy nie upoważniają mnie, aby zbyt mądrzyć się na temat zamierzchłej historii Gimnazjum im. Tadeusza Rejtana. Czasem tylko uśmiecham się, gdy czytam opowiastki „znawców”, jakoby w 1912 roku było Jego poprzednikiem „...Gimnazjum Humanistyczne M. Rychłowskiego przy ul. Smolnej-Dolnej...” (w 1912 r. przy ul. Smolnej 3, nr hip. 1286 b, było gimnazjum 8-klasowe obywatelskie Edwarda Świecimskiego), jakoby ...od 1937 r. szkoła mieściła się w nowym gmachu przy ul. Rakowieckiej...” (do 1939 r. szkoła mieściła się w starej siedzibie przy ul. Książęcej 4). Rozpowszechnioną u nas beztroską mitomanię i niebezpieczny „woluntaryzm historyczny” staram się, gdzie się tylko da, przygważdżać faktami, datami i nazwiskami, zapisanymi w dokumentach. Dlatego o  tym budynku przy ul. Rakowieckiej 23 i o Liceum im. Rejtana piszę tylko to, co sam widziałem i przeżyłem – i co znajduje dokumentarne potwierdzenie.

            W okresie międzywojennym ulicę Rakowiecką upatrzyły sobie liczne firmy z zagranicy. Głównym powodem były oczywiście stosunkowo niskie ceny gruntów oraz niezła komunikacja. zawzięci tropiciele tajemnic szpiegowskich doszukują się też przyczyn tego zainteresowania w fakcie, że w okolicach Rakowieckiej skupiały się ważne obiekty wojskowe: jednostki lotnictwa, artylerii przeciwlotniczej, Instytut Badań Lotnictwa, Powiatowe Komendy Uzupełnień Warszawa-Miasto 2 i Warszawa-Powiat.

  Na rogu Wiśniowej usadowiła się holenderska wytwórnia wódek i likierów „Hulstkamp”. Na rogu Starościńskiej – jest tam obecnie ambasada holenderska – pakowano sprowadzaną ze Szwajcarii morfinę, kokainę i opium firmy „Roche”. Podobną paczkarnię wyrobów mniej narkotycznych, za to smakowitszych (budynie, galaretki, proszek do pieczenia) urządziła w Warszawie, celem przybliżenia się do rynku polskiego, znana fabryka z Gdańska-Oliwy doktora Augusta Oetkera w nowym budynku przy ul. Rakowieckiej 23.

Podczas okupacji niemieckie władze wprowadziły tu „Leber-Kontrol Warschau” Wilhelma Linsego – zakład zajmujący się zagospodarowaniem ścinków skóry i futer dla potrzeb wojska. Miało to dla III Rzeszy na pewno większe znaczenie niż galaretka cytrynowa. Jeszcze po wyzwoleniu Warszawy w 1945 r., gdy na Rakowiecką wprowadzało się gimnazjum Rejtana, znajdowaliśmy w salach tego budynku całe stosy ścinków i pasków.

Jakimi drogami dotarł Rejtan z Książęcej na Mokotów? Po zamknięciu gimnazjum ogólnokształcącego przez hitlerowców profesorowie i uczniowie znaleźli schronienie przede wszystkim w pawilonach dawnego prywatnego gimnazjum Giżyckiego na Wierzbnie, obok Królikarni (częściowo nauka zachowała ciągłość na kompletach w mieszkaniach nauczycieli). Szkoła przetrwała wojnę pod szyldem „zawodówki” ogrodniczej. Celem zachowania pozorów odbywaliśmy przepisową praktykę na miejskich plantacjach przy ul. Chodkiewicza. Po ukończeniu 14 roku życia wzywani byliśmy do Arbeitsamtu, gdzie otrzymywaliśmy pomarańczową Arbeitskartę – dla Niemców dowód naszego prawa do życia.

Choć okupanci opieczętowali bibliotekę i magazyn pomocy naukowych gimnazjum Giżyckiego, dzięki sprytowi i ofiarności woźnych wydobywaliśmy spod plomb najniezbędniejsze podręczniki i lektury. W takich warunkach przeszedłem pełny przedwojenny kurs I klasy gimnazjalnej, przy sposobności zaś – nauczyłem się odróżniać flance pomidorów od młodej naci ziemniaczanej.

Po Powstaniu tak się ułożyły losy, że wielu wypędzonych z Warszawy nauczycieli i uczniów „od Rejtana” znalazło się w Piotrkowie Trybunalskim. Tam też organizowano lekcje potajemne w miesiącach listopad 1944 – styczeń 1945. Oto jeszcze jeden dowód niezmożonej siły i wytrwałości polskiego szkolnictwa, nawet w oparach ogólnego smutku i zniechęcenia po klęsce Warszawy!

Po wyzwoleniu rozpoczęto natychmiast poszukiwania odpowiedniego budynku (kamienica przy Książęcej została zniszczona). Niemcy uciekli – pozostał niezniszcony i opustoszały gmach przy ul. Rakowieckiej, gdzie Gimnazjum i Liceum im. Rejtana spędziło kilka powojennych lat aż do chwili przeniesienia do nowego, własnego gmachu przy ul. Wiktorskiej.

Przy sposobności wspominania lat szkolnych wylicza się zwykle nazwiska profesorów i wychowawców. Zapisana w mej pamięci lista jest bardzo długa – zostanie z pewnością odtworzona podczas odbywającego się w tych dniach spotkania absolwentów. Tu ograniczę się tylko do dwóch nazwisk na prawdę niezapomnianych; srebrzystobrodego dyrektora Ostrowskiego, który tak skutecznie napędzał mnie do nauki w popowstaniowym Piotrkowie – i pierwszego nauczyciela łaciny, prof. Staszczyka, który wszczepił mi w świadomość na zawsze słowa Horacego: „Non omnis moriar”.

PS. ...


Powrót do: Strona główna

Opracował: W. Rylski