Jan Świątecki /w:/ "Poszukiwania. Biuletyn Informacyjny", Nr 9, wyd. Ośrodek Wspierania Rozwoju Zawodowego Nauczycieli, Kuratorium Oświaty, Warszawa, 1993.

 

 

Krótka historia Państwowego Gimnazjum Męskiego im. Tadeusza Reytana w Warszawie

 

 

Rodowód państwowego gimnazjum (obecnie liceum im. Tadeusza Reytana sięga r. 1902, w którym Edward Świecimski we własnym domu przy ul. Smolnej Dolnej 3 otworzył szkołę dla chłopców. W r. 1909 do tego budynku przeprowadził swych uczniów z ul. Żurawiej 49 Marian Rychłowski i został dyrektorem obu połączonych szkół. Pod jego kierownictwem powstał poważny zakład naukowy: 8-klasowe gimnazjum filologiczne i 7-klasowe realne, w których kształciło się ponad 400 uczniów. W r. 1911 grupa uczniów, późniejszych żołnierzy Legionów peowiaków i oficerów 36 pułku piechoty Legii Akademickiej za zgodą i przy poparciu dyrektora Rychłowskiego (byłego zesłańca politycznego) założyła konspiracyjną drużynę skautowską.

Młodzież wiedziała, że w domu przy ul. Smolnej Dolnej 3 od listopada 1863 r. mieszkał i został aresztowany w nocy z 11 na 12 kwietnia 1864 Romuald Traugutt, jego więc wybrała na patrona drużyny. Harcerze l WDH im. Romualda Traugutta na znak czci i żałoby po męczenniku sprawy narodowej noszą czarne chusty.

1 września 1914 r. szkoła - z nieznanych bliżej powodów - została przeniesiona na ul Książęcą 4 do 3-piętrowej kamienicy. Po przekazaniu przez dyrektora Rychłowskiego szkoły Państwu Polskiemu, dom ten w latach 1919 - 1937 był siedzibą Państwowego Gimnazjum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Reytana. Przez bramę i podwórko-studnię "kuchennymi" schodami wchodziło się na drugie piętro, do korytarza biegnącego wzdłuż "ślepej" ściany, a z korytarza do klas. Na trzecim piętrze znajdowała się salka gimnastyczno-rekreacyjna o powierzchni 65-70 m2 oraz pracownie chemiczna i przyrodnicza. Na pierwszym piętrze był sekretariat, gabinet dyrektora, duży pokój dla posiedzeń rady pedagogicznej, gabinet lekarski i dentystyczny Za nimi żelazne kręcone schodki umożliwiały zejście na parter do pracowni fizycznej, gabinetu kultury antycznej i biblioteki. Komunikacja między plenerami odbywała sie wewnątrz, "reprezentacyjną" klatką schodową; wejście na nią przeznaczone dla profesorów było w bramie.

Dom przy ul. Książęcej 4 miał tylko instalację gazową i elektryczną. W mroźne dni przepalano w piecach kaflowych i to wystarczało, aby w całym budynku było ciepło.

Gimnazjum Reytana różniło się od pozostałych szkół średnich brakiem trzech klas niższych i pozostawieniem, równolegle z programem matematyczno-przyrodniczym, jedynego w całej Warszawie programu klasycznego (nie tylko z łaciną, lecz i greką). W sumie było więc dziesięć klas, od IV do VIII, i około trzystu uczniów. Podobnie jak nie było powodu do narzekania na złe warunki lokalowe, wszystkim odpowiadało usytuowanie szkoły w centralnym punkcie Śródmieścia. Większość uczniów mieszkała na ulicach rozchodzących się promieniście od placu Trzech Krzyży i nie potrzebowała korzystać z żadnej komunikacji a przejście do gimnazjum zajmowało od piętnastu do trzydziestu minut. Lekcje zaczynały się krótką modlitwą o godz. 8, a kończyły także modlitwą o godz. 14. Po południu lokal szkolny był wolny. Mogły się wtedy odbywać zebrania kółek naukowych, próby chóru, orkiestry, zespołu teatralnego. Trzy razy w tygodniu po południu otwierano na kilka godzin bibliotekę i można było czytać książki czy odrabiać lekcje w ciszy i spokoju. Programy nauczania nie ulegały zmianom podobnie jak i podręczniki. Uczyliśmy się z używanych, odkupionych od kolegów którzy przeszli do wyższej klasy.

Zarówno władze szkolne jak i wojskowe przejawiały wielką troskę o fizyczny rozwój młodzieży w klasach VI i VII obowiązywało przysposobienie wojskowe. W tym dniu uczniowie przychodzili w mundurach (drelichowe długie spodnie, bluza i pas z klamrą), a po czterech lekcjach instruktorzy - podoficerowie z 36 ppLA - prowadzili hufiec na wielkie podwórze przy tzw. koszarach Blocha obok wiaduktu mostu Poniatowskiego. Ze szkoły zabierano karabiny ćwiczebne i odbywała się musztra. Po opanowaniu zwrotów i chwytów broni hufiec brał udział w defiladach wojskowych na placu Józefa Piłsudskiego.

W czasie wakacji letnich przebywaliśmy w Kozienicach, na obozie położonym w lesie nad wielkim stawem. Szkolenie polegało na ćwiczeniach polowych, dalekich marszach dziennych i nocnych, nauce strzelania z karabinu piechoty. Po dwóch latach zajęć w szkole i po obozie letnim uzyskiwało się drugi stopień przysposobienia wojskowego. Wczesną jesienią i wiosną na lekcję gimnastyki klasy szły do parku szkolnego Agrykola. W pięknym starodrzewie znajdowały się obiekty sportowe: stadion lekkoatletyczny, korty tenisowe, boiska do koszykówki, piłki ręcznej i siatkówki. W zimie wylewano wielką ślizgawkę i przygotowywano dwa tory saneczkowe.

W lecie można się było kąpać w Wiśle, w zimie amatorzy pływania mieli do dyspozycji 6 basenów krytych. Ćwiczyliśmy dla własnej przyjemności i dla zdrowia. Ambicją naszą było zdobycie Odznaki Strzeleckiej i Państwowej Odznaki Sportowej, a należenie do reprezentacji szkoły uważaliśmy za zaszczyt. Trzeba podkreślić, że rozbudzenie tych pasji sportowych było zasługą nauczycieli wf, którzy każdego roku organizowali zawody o mistrzostwo sportowe szkół średnich Warszawy. Gimnazjum im. Reytana trzykrotnie zajmowało pierwsze miejsce w pływaniu i strzelaniu.

Dumą szkoły była drużyna harcerska, do której należała jedna trzecia uczniów. Harcerze mieli własną izbę, sztandar, cztery sygnałówki i dwa werble oraz pełny ekwipunek obozowy. W jednakowych, uszytych na miarę mundurach prezentowali się bardzo pięknie w czasie defilad i przeglądów. Także pod względem wyszkolenia harcerskiego "Czarna Jedynka" zajmowała jedno z pierwszych miejsc wśród drużyn warszawskich. Drużynowymi byli podharcmistrzowie wychowankowie szkoły, studenci wyższych uczelni.

Na sztandarze szkolnym, który zachował się do dziś, widnieje data 1919 r. Właśnie wtedy nominację na dyrektora Państwowego Gimnazjum im. Tadeusza Reytana otrzymał 38-letni historyk-mediewista, absolwent uniwersytetu w Dorpacie, Józef Jaroszyński. Na tym stanowisku pozostawał przez dwadzieścia lat, tzn. do wybuchu wojny. Dzięki wielkiej kulturze osobistej, pogodnemu usposobieniu i darowi odróżniania rzeczy prawdziwie ważnych od drobnostek miał doskonałe stosunki z gronem pedagogicznym i władzami zwierzchnimi. Dowodem zaufania, jakim obdarzało go Kuratorium, było ustanowienie przy gimnazjum pod jego przewodnictwem komisji egzaminacyjnej dla eksternów z zakresu sześciu i ośmiu klas. Dyrektor miał lekcje w zmniejszanym wymiarze godzin. Za swój obowiązek uważał spotkania z uczniami w kolejnych klasach, w których zagajał dyskusje na temat wyboru postawy życiowej i odpowiedzialności społecznej. Lecz nigdy nie występował w roli propagatora oficjalnych haseł państwowotwórczych. Zdolnych, niezamożnych uczniów otaczał dyskretną opieką, zwalniał z czesnego, polecał jako korepetytorów.

Zastępcą dyrektora (inspektorem) został Roman Pisarski, nauczyciel języka niemieckiego, najstarszy wiekiem w gronie pedagogicznym. Człowiek gołębiego serca, nie potrafiący nikogo skrzywdzić, zginął w niemieckim obozie koncentracyjnym.

Ksiądz Feliks Tan, wychowanek Petersburskiej Akademii Duchownej, prefekt szkoły, zachował się w naszej pamięci jako człowiek godny najwyższego szacunku. Cechowała go wielka dobroć, życzliwość dla młodzieży, opanowanie i cierpliwość. Na lekcjach religii pozwalał nam wypowiadać się - raz bardziej, raz mniej mądrze - lecz nigdy nie unosił się ani nie kpił z uczniów. Prowadzone przez niego rekolekcje zawsze były dla nas głębokim przeżyciem. W każdą niedzielę o godz. 9 odprawiał dla uczniów Mszę św. w kościele św. Piotra i Pawła. Był jednym z organizatorów katolickiej akcji charytatywnej - zbieranie miesięcznych dwuzłotowych składek od uczennic i uczniów szkół średnich na sieroty i dzieci najbiedniejszych rodzin. W czasie okupacji niemieckiej został ostatnim - trzecim z kolei - dyrektorem gimnazjum pw. Stanisława Kostki. Zmarł po wojnie jako proboszcz w Mszczonowie. Języka francuskiego uczyła pani Jadwiga Odyniec. Jedyna kobieta w tej męskiej szkole doskonale radziła sobie z nie zawsze przecież idealnie zachowującymi się uczniami; w szkolnictwie przepracowała pięćdziesiąt lat.

Instruktor ministerialny doktor Bolesław Gawecki uczył fizyki i propedeutyki filozofii; były to wykłady na poziomie uniwersyteckim, stanowiące jakby namowę do dalszej samodzielnej pracy. Profesor miał małe mieszkanie w budynku szkolnym i wiele wieczorów poświęcił na uporządkowanie biblioteki gimnazjalnej i przygotowanie do druku katalogu książek. Po wojnie wykładał na Uniwersytecie Wrocławskim, a od 1957 r. w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Bolesław Gawecki jest twórcą filozofii rozwoju, wybitnym znawcą filozofii przyrody i metodologii nauk przyrodniczych oraz badaczem polskiej filozofii narodowej, autorem kilku cennych książek. Zmarł w 1988 r.

W r. 1921 skompletowany był ostatecznie personel, który z niewielkimi zmianami nauczał do r. 1939.

Historyk Kazimierz Wróblewski objął także dział prawno-społeczny przedmiotu zwanego „nauką o Polsce współczesnej”. Nauczycielami języka polskiego zostali Kazimierz Kwiek i Władysław Brodzikowski, poeta i eseista. Przyrody uczył dr Adam Czartkowski, późniejszy dyrektor gimnazjum polskiego w Gdańsku, a po wojnie profesor Uniwersytetu Łódzkiego, oraz Erazm Samotyka. Zasługą Stefana Kamińskiego było zorganizowanie z pomocą uczniów wzorowej pracowni fizycznej. Chemii uczył Józef Hoinka, sumienny, obowiązkowy, nieukrywający swych głęboko religijnych przekonań.

W wyrabianiu zamiłowania do muzyki duże zasługi miał Józef Krudowski, zdolny kompozytor, nauczyciel śpiewu, a w klasach niższych również geografii. Zamordowany przez Niemców w Oświęcimiu. Matematyka miała także zdolnych nauczycieli w osobach Balińskiego i Lindorfa, a po ich przejściu na emeryturę - Bolesfawa Ignatowicza i Zenona Jagodzińskiego, adiunkta Politechniki Warszawskiej. Lekcje rysunku prowadził Tadeusz Dąbrowski, artysta - malarz i kolekcjoner człowiek bardzo wrażliwy. Każdego roku zabierał swych uczniów do Wilna na słynny jarmark ludowy zwany Kaziukiem (4 marca). Zebrane przez siebie przedmioty sztuki ludowej przekazał do Muzeum Etnograficznego. Był oficerem rezerwy. We wrześniu odebrał sobie życie. Łaciny i greki uczyli filologowie klasyczni: dr Stanisław Ostrowski i dr Stanisław Seliga, lektorzy uniwersyteccy, oraz dr Zdzisław Zmigryder-Konopka, docent historii starożytnej na Uniwersytecie Warszawskim. Ostrowski w czasie okupacji i w latach 1945 - 1951 był dyrektorem liceum im. Reytana. Seligę, wychowanka gimnazjum Mariana Rychłowskiego, losy wojenne zawiodły do Szkocji, gdzie pozostaje do dziś. Dziewięćdziesięcioletni były dyrektor gimnazjum polskiego i wykładowca na uniwersytecie St. Andrews ubolewa w listach do swego ucznia w Warszawie, że podeszły wiek i zły stan zdrowia nie pozwalają mu odwiedzić Polski.

Zmigryder-Konopka był osobowością tak wybitną, że chcę poświęcić mu więcej miejsca, wykorzystując wspomnienia jego kolegi z ławy szkolnej.

„Zdzich był o dwie klasy ode mnie niżej. Ale spotkaliśmy się w gimnazjum im. Mikołaja Reja, tam powstała nasza przyjaźń i przetrwała przez całe życie. W szkole uczył się bardzo dobrze. Już wtedy był znakomitym klasykiem. Ale jednocześnie już w szkole wytworzyło się w nim coś zgoła nieoczekiwanego: związanie z żydowskością. Religia żydowska, tradycyjna kultura żydowska już w szkole średniej zaczęły go żywo interesować. Był oczywiście Polakiem, kulturalnie czuł się całkowicie z Polską związany. Całym zresztą swym życiem dawał temu świadectwo. W swej żydowskości widział jakiś ważny element swej polskości. Uczył się hebrajskiego, stał się człowiekiem wierzącym w duchu judaistycznym.

Już w szkole Zdziś wstąpił do POW a w r. 1918 był już na linii bojowej. Szybko zdobył sobie sławę znakomitego oficera. W tym też czasie do swego nazwiska dodał swój peowiacki pseudonim "Konopka". Przeszedł przez całą kampanię bolszewicką, za odwagę został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. Po wyjściu z wojska Zdzich wraca do studiów naukowych. Był w Polsce chyba jedynym znawcą kultury Osków i Etrusków. We wrześniu 1939 r. znalazł się we Lwowie. Tu jakiś czas wykładał na uniwersytecie. Ale był bardzo chory. Żył krótko. Kiedy umierał (jesienią 1939 r.) miał niewiele ponad czterdzieści lat. Nie dał tego, co chciał dać i co dać mógł. Czy jest w Polsce pamiętany? Nie wiem. Myślę jednak, że musieli zostać jacyś jego uczniowie, którzy w swojej pamięci coś z niego zachowali.”

Wiedzieliśmy, że profesor Zmigryder jest wierzącym. W święta żydowskie nie przychodził do szkoły, nie zważając, że może być to różnie komentowane. Umieliśmy uszanować taką postawę. Docenialiśmy również życzliwość, jaką nam okazywał. Już z chwilą wejścia profesora do klasy powstawała atmosfera wzajemnej sympatii. Stawianie oceny niedostatecznej sprawiało mu wyraźną przykrość, a uśmiech rozjaśniał twarz, gdy mógł postawić kilka ocen dobrych.

Lekcje łaciny bardzo nas zajmowały, ponieważ były prowadzone z ogromnym entuzjazmem, który i nam się udzielał. Przy nauce fleksji i składni profesor wprowadzał elementy gramatyki historycznej i porównawczej, ułatwiające lepsze zrozumienie i zapamiętanie procesów językowych.

Z Kuratorium szkoła otrzymała sto kilkadziesiąt kolorowych plansz z różnych dziedzin kultury greckiej i rzymskiej. Po rozwieszeniu odpowiedniego zestawu w salkach rekreacyjnych na II piętrze słuchaliśmy pasjonujących objaśnień profesora Zmigrydera.

Większość eksponatów dla gabinetu kultury antycznej wykonali sami uczniowie. Odbywały się tu zebrania kółka klasycznego z referatami i dyskusją. W szafie bibliotecznej było wiele dzieł naukowych oraz utworów pisarzy greckich i rzymskich. Klasycy prenumerowali miesięcznik "Filomatę", którego redaktor chętnie zamieszczał literackie próby gimnazjalistów. W roku szkolnym 1928-1929 nastąpiło jeszcze większe ożywienie zainteresowań antykiem dzięki zorganizowaniu szkolnych przedstawień teatralnych. Stanisławowi Ostrowskiemu pomagali Kazimierz Kwiek i Józef Krudowski, który skomponował muzykę hymnu do Apollina i wyćwiczył chór. Tragedię wystawiono najpierw w szkolnej salce rekreacyjnej, a następnie na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu w czerwcu 1929 r. Wspólnie z żeńskim gimnazjum "Współpraca" odegrano jeszcze dwie tragedie: "Helenę" i "Felicjanki". Jak widać, lekcje greki i łaciny nie polegały tylko na wkuwaniu słówek i tłumaczeniu "po kawałeczku" tekstu. W gimnazjum im. Reytana poznaliśmy świat antyczny i jego niezniszczalne wartości, a podziw i szacunek dla nich zachowaliśmy do dziś

W latach 1929-1934 chodziłem do tej szkoły. W klasie IVb (klasycznej) było nas 39. Wychowawcą i jednocześnie nauczycielem gimnastyki i przyrody został Feliks Frankiewicz. Rok szkolny przeleciał szybko. W czerwcu mieliśmy całodobową wycieczkę statkiem do Młocin, a następnego dnia wychowawca przeczytał nam nazwiska promowanych. Klasyfikacja była ostra: w klasie IV pozostawiono na drugi rok ośmiu uczniów, w klasie V - siedmiu w klasie VI przeprowadzono rozmowy z kilkoma uczniami słabymi, a przy tym starszymi od reszty kolegów. Zaproponowano im świadectwa ukończenia sześciu klas gimnazjum ogólnokształcącego pod warunkiem, że się przeniosą do szkół zawodowych, na co się zgodzili. Od tych decyzji nauczycieli nie odwoływali się ani uczniowie, ani rodzice. Wiedzieli, że były podjęte po dokładnym sprawdzeniu postępów w nauce i że często powtórzenie klasy wychodziło uczniowi na dobre. Chciałbym jeszcze wspomnieć nauczyciela, który był z nami tylko dwa ostatnie lata - Leszka Górskiego, maturzystę naszej szkoły z 1927 r., harcmistrza, absolwenta CIWF. Doskonale przygotowany do prowadzenia zajęć WF, zawsze pogodny, cierpliwy - z miejsca zdobył sobie naszą sympatię i uznanie. Był oficerem rezerwy, zginął w Starobielsku.

Pomimo pięcioletniego pobytu w szkole zespół zwany potocznie klasą ukształtował się w ciągu ostatnich dwóch lat, kiedy było nas do końca 26. W rubryce pochodzenie społeczne znaleźlibyśmy synów urzędników, inżynierów, lekarzy, kupców, rzemieślników. Pięciu kolegów było Żydami. Ale na te sprawy nikt nie zwracał uwagi - panowało powszechne i szczere koleżeństwo. Zachowanie w szkole i na ulicy musiało być poprawne, ponieważ za każde poważniejsze przestępstwo groziło wyrzucenie ze szkoły państwowej, kilkakrotnie tańszej od prywatnej (opłata za cały rok wynosiła 220 zł; uczniowie niezamożni płacili połowę tej sumy). Nasz stosunek do nauki nie był na pewno idealny i potem przyszło nam tego żałować. W owych latach zmiany zachodziły stosunkowo wolno i nie naruszały ustalonych reguł i układów społecznych. Interesowała nas polityka - byliśmy przeciwnikami rządów sanacji i umieliśmy formułować i uzasadniać nasze zastrzeżenia. Pozostawaliśmy pod wpływami Narodowej Demokracji. Od klasy IV większość z nas należała do konspiracyjnej Narodowej Organizacji Gimnazjalnej. Braliśmy udział w spotkaniach z przedstawicielami tego Stronnictwa, profesorami wyższych uczelni. Zaczęliśmy zastanawiać się nad przyszłością, myśleć o zadaniach, jakie przyjdzie nam rozwiązywać. Znaliśmy dobrze historię ojczystą i kochaliśmy nasze miasto, w którym czuliśmy się szczęśliwi. Nie twierdzę, że już wówczas uświadamialiśmy sobie nasz patriotyzm. Nigdy też nie przybierał on tonu egzaltacji. Wczesną jesienią 1934 r. spotkaliśmy się znowu w Warszawie. Okazało się, że wszyscy podjęli dalsze studia na politechnice, na medycynie, na prawie, na wydziale humanistycznym, na biologii. Dwóch kolegów wybrało zawodową służbę wojskową. Jeden został księdzem. Od tej pory widywaliśmy się rzadko, raczej spotykaliśmy się przypadkowo. Lata wojny rozłąkę tę pogłębiły, a kilku z nas przyniosły śmierć. Dnia 18 maja 1984 r. - w pięćdziesięciolecie matury - w siedzibie obecnej Szkoły przy ul. Wiktorskiej 30 spotkało się nas jedenastu: Piotr Wasilewski, oficer zawodowy 36 ppLA, kawaler krzyża Virtuti Militari, jeniec obozu w Murnau; Jerzy Brykczyński, mgr inż. rolnik, działacz Klubu Inteligencji Katolickiej; Jan Świątecki, mgr filologii polskiej, długoletni nauczyciel liceum im. T. Reytana; Jan Bielak, mgr prawa, długoletni wicedyrektor departamentu Budżetu Państwa w Ministerstwie Finansów; Jerzy Szymoński, mgr inż. geodeta, żołnierz Armii Krajowej na Wileńszczyźnie; Adam Szac, mgr biologii, pracownik Służby Zdrowia, Władysław Dudkiewicz, mgr prawa, urzędnik ZUS; Józef Szulczyk, mgr prawa, pułkownik LWP; Wiesław Gromulski, dr medycyny laryngolog; Ludwik Majewski, dr medycyny, ginekolog; Marian Stępień, oficer zawodowy 13 pp., kawaler krzyża Virtuti Militari, jeniec obozu w Woldenbergu, artysta, plastyk. Zmarł 9 listopada 1984 r.

Pisząc to wspomnienie chciałem spłacić dług wdzięczności wobec moich nauczycieli. Chciałem przypomnieć, że poziom szkoły nie zależy jedynie od warunków lokalowych, specjalnie budowanych gmachów, sal reprezentacyjnych i innych wspaniałości. Gdy patrzę często na malutki placyk pozostały po budynku przy Książęcej 4, myślę: to tylko tyle miejsca zajmowała nasza szkoła? I było nam w niej tak dobrze? A wtedy stają mi przed oczami sylwetki naszych pedagogów: gruntownie wykształconych, traktujących jednakowo uczniów, bez względu na różnice majątkowe czy jakiekolwiek inne, nie ulegających żadnym naciskom z zewnątrz, umiejących obronić swój autorytet, a przede wszystkim kochających swój zawód i swoich wychowanków.

Chciałem także uczcić pamięć mych kolegów z ławy szkolnej poległych w obronie Ojczyzny i zmarłych, jak również przedstawić tych żyjących, po latach pracy, emerytów. Sądzę, że historia naszej klasy może być świadectwem osiągnięć całego gimnazjum, zasłużonego dla Warszawy i dobrze znanego jej mieszkańcom - Państwowego Gimnazjum im. Tadeusza Reytana.

 


Indeks nazwisk:

 

1.      

Baliński

 

nauczyciel matematyki

2.      

Bielak

Jan

uczeń szkoły w latach 1929-1934

3.      

Brodzikowski

Władysław

nauczyciel języka polskiego, poeta i eseista

4.      

Bryk

Jerzy

uczeń szkoły w latach 1929-1934

5.      

Czartkowski

Adam

nauczyciel przyrody, dr

6.      

Dąbrowski

Tadeusz

nauczyciel rysunków, artysta-malarz i kolekcjoner

7.      

Dutkiewicz

Władysław

uczeń szkoły w latach 1929-1934

8.      

Frankiewicz

Feliks

nauczyciel gimnastyki i przyrody

9.      

Gawecki

Bolesław

nauczyciel fizyki i propedeutyki filozofii, dr, instruktor ministerialny

10.  

Górski

Leszek

absolwent 1927 r., nauczyciel WF

11.  

Gromulski

Wiesław

uczeń szkoły w latach 1929-1934

12.  

Hoinka

Józef

nauczyciel chemii

13.  

Ignatowicz

Bolesfaw

nauczyciel matematyki

14.  

Jagodziński

Zenona

nauczyciel matematyki, adiunkt Politechniki Warszawskiej

15.  

Jaroszyński

Józef

dyrektor szkoły (1919 r.), historyk-mediewista

16.  

Kamiński

Stefan

nauczyciel fizyki

17.  

Krudowski

Józef

nauczyciel śpiewu i geografii

18.  

Kwiek

Kazimierz

nauczyciel języka polskiego

19.  

Lindorf

 

nauczyciel matematyki

20.  

Majewski

Ludwik

uczeń szkoły w latach 1929-1934

21.  

Odyniec

Jadwiga

nauczycielka języka niemieckiego

22.  

Ostrowski

Stanisław

nauczyciel łaciny i greki, dr, lektor uniwersytecki, dyrektor szkoły w latach 1945 –1951

23.  

Pisarski

Roman

zca dyrektora Jaroszyńskiego, nauczyciel języka niemieckiego

24.  

Rychłowski

Marian

drugi dyrektor szkoły (1909 r.),

25.  

Samotyka

Erazm

nauczyciel przyrody

26.  

Seliga

Stanisław

nauczyciel łaciny i greki, dr, lektor uniwersytecki

27.  

Stępień

Marian

uczeń szkoły w latach 1929-1934

28.  

Szac

Adam

uczeń szkoły w latach 1929-1934

29.  

Szulczyk

Józef

uczeń szkoły w latach 1929-1934

30.  

Szymoński

Jerzy

uczeń szkoły w latach 1929-1934

31.  

Świątecki

Jan

uczeń szkoły w latach 1929-1934, później nauczyciel, mgr filologii polskiej

32.  

Świecimski

Edward

pierwszy dyrektor szkoły (1902 r.)

33.  

Tan

Feliks

ksiądz, prefekt szkoły – trzeci dyrektor szkoły w czasie okupacji

34.  

Traugutt

Romuald

patron drużyny harcerskiej, mieszkał w domu szkoły (1863 r – zamordowany)

35.  

Wasilewski

Piotr

uczeń szkoły w latach 1929-1934

36.  

Wróblewski

Kazimierz

nauczyciel historii i przedmiotu nauka o Polsce współczesnej

37.  

Zmigryder-Konopka

Zdzisław

nauczyciel łaciny i greki, dr, docent historii starożytnej naUniwersytecie Warszawskim

 

 


Powrót do: Strona główna

Opracował: W. Rylski